Moja wizytówka

Henryk Stokłosa



Aktualności

Sędziowskie kłamstwa ujrzały światło dzienne

W miniony piątek 1 lutego 2013 roku do Prokuratury Rejonowej Poznań Stare Miasto wpłynęło zawiadomienie Henryka Stokłosy o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Mariusza Sygrelę, Alinę Siatecką oraz Małgorzatę Susmagę sędziów Sądu Okręgowego w Poznaniu.

  •   01 luty 2013

Prokurator Kiepski

W rolach głównych: Robert Kiełek – ksywa Robert Kiepski – prokurator Prokuratury Rejonowej w Wołominie, oskarżyciel w poznańskim procesie o korupcję eks senatora spod Piły, Henryka Stokłosy. Marian Janowiak – były doradca finansowy Stokłosy, uwikłany w jego procesy, główny świadek oskarżenia w sprawie o łapówki.

  •   20 wrzesień 2012

Żołnierze odznaczyli Henryka Stokłosę

Przedstawiciele Związku Żołnierzy Wojska Polskiego spotkali się z Henrykiem Stokłosą, aby podziękować mu za wielokrotne wsparcie w ich działaniach.

  •   11 wrzesień 2012

Perła Polskiej Gospodarki dla Farmutilu

ZRP Farmutil HS SA uzyskał prestiżowy tytuł Perły Polskiej Gospodarki w rankingu polskich przedsiębiorstw przeprowadzonym przez Instytut Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk.

  •   07 maj 2012

Informacja prasowa

Informuję, iż poznańska prokuratura przeprowadzi postępowanie w przedmiocie podejrzenia popełnienia przestępstwa przez Roberta Kiełka – Prokuratora Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga.

  •   17 marzec 2012

Informacja prasowa

Informuję, że Prokuratura Rejonowa w Pile wszczęła śledztwo w sprawie czynów, jakich dopuścił się Marian Janowiak – główny świadek oskarżenia w procesie przeciwko Henrykowi Stokłosie, który toczy się przed Sądem Okręgowym w Poznaniu.

  •   14 marzec 2012

Sędzia na kolanach

"Nie sztuką jest mieć władzę i iść w zaparte, sztuką jest przyznać się do błędu" - tak sytuację sędziego Daniela Jurkiewicza skomentował senator Henryk Stokłosa podczas kolejnej odsłony chodzieskiego procesu, który odbył się w miniony piątek.

  •   10 marzec 2012

Zła interpretacja, czy zła wola?

Henryk Stokłosa wygrał kolejne postępowanie podatkowe. Zła interpretacja, czy zła wola?

  •   20 grudzień 2011

O mnie

Rodzina moja pochodzi z Podkarpacia, ale ja czuję się Wielkopolaniem.

Tu pod Chodzieżą się urodziłem i w wielkopolskiej tradycji zostałem wychowany. Swoich dziadków ze strony ojca nie pamiętam, gdy się urodziłem, już nie żyli. Ojciec bowiem bardzo wcześnie został sierotą. Miał 12 lat, gdy umarła mu matka, a 14 jak zmarł ojciec.

Pozostał sam na gospodarstwie z dwójka znacznie od siebie młodszych braci, którymi musiał się opiekować. Dziadków ze strony matki nie bardzo pamietam. Mieszkali na dalekim wówczas dla mnie Podkarpaciu, zmarli, gdy bylem jeszcze dzieckiem.

Rodzice moi przenieśli sie do Wielkopolski tuż przed wojna. W zwiazku z regulacją Wisły ojciec sprzedał gospodarstwo i kupił nowe - w miejscowości Lipiny koło Margonina. Był sierpień 1939 roku. Tylko miesiąc cieszył się nowym nabytkiem. We wrześniu wrócił na rodzinne Podkarpacie w żołnierskim mundurze jednego z pułków podhalańskich.

Wojne przeżył w Niemczech, pracując tam jako jeniec wojenny. W 1945 wrócił szczęśliwie do domu w Lipinach. Mógł się wreszcie po sześciu latach tułaczki zaangażowac w prace na swoim gospodarstwie.

Urodziłem się 4 stycznia 1949 r.

Byłem najmłodszy spośród trzech synów. Moi bracia urodzili się jeszcze na Podkarpaciu. Stanisław jest starszy ode mnie o 10 lat, a Jan o 15 lat.

Dzieciństwo spędziłem w naszym 8-hektarowym gospodarstwie rolnym w Lipinach. Mimo że byłem beniaminkiem, rodzice mnie nie rozpieszczali, wiodłem typowy żywot wiejskiego dziecka.

Praca, praca i jeszcze raz praca, a potem nauka, praca i kościół. Niedzielna wyprawa do kościoła to była jedyna rozrywka. Najpierw chodziliśmy do kaplicy w Lipinach, a po jej likwidacji jeździliśmy do kościoła w Margoninie. Ojciec był dobrym rolnikiem, inwestował w gospodarstwo przede wszystkim kosztem własnej konsumpcji. Tego się od niego nauczyłem.

Szkołę podstawową, w której byłem najlepszym uczniem, ukończyłem w 1963 r. w Lipinach, następnie poszedłem do Technikum Samochodowego w Trzciance.

Żeby to było jasne: nikt mi w życiu w niczym nie pomagał. Nikt też nie pomógł mi dostać się do "trzcianeckiej samochodówki", choć była to wówczas jedna z najbardziej obleganych szkół w regionie. Chciałem być samochodziarzem i zrealizowałem to pierwsze moje życiowe marzenie.

Przez rok mieszkałem w internacie, potem przeniosłem się na stancję, bo dostałem stypendium za dobre wyniki w nauce i pracę społeczną - tak to się wówczas nazywało. Wybrano mnie przewodniczącym samorządu szkolnego. To wówczas - widzę to dziś z perspektywy czasu - ujawniły się po raz pierwszy moje organizatorskie i... przywódcze talenty.

Jeździliśmy na praktyki zawodowe do Janowca Wielkopolskiego, które kończyły się egzaminem. Zawsze miałem bardzo dobre wyniki.

Technika, a zwłaszcza samochody, to była moja pasja. Trudniej było mi nauczyć się na pamięć wiersza Tuwima niż całych stron o budowie silnika. Ta fascynacja pozostała mi do dziś.

Kocham samochody, a potem pokochałem samoloty. Znam się na nich. Moi koledzy mieli problemy ze zdaniem egzaminu na prawo jazdy. Ja jako jeden z nielicznych w drugiej klasie Technikum za zgodą dyrektora zdawałem taki egzamin, nie mając jeszcze 16 lat.

Do dziś wspominam swoją szkołę z sympatią, choć nie miałem swojego ukochanego nauczyciela, który byłby wtedy moim mentorem.

W tym czasie w Technikum było sporo nauczycieli dojeżdżających, którzy nie byli ze szkołą związani na stałe. Nie wszystkim więc na nas zależało. Ale korzystaliśmy również z Oficerskiej Szkoły Samochodowej w Pile, gdzie jeździliśmy na praktyki. Tu utkwił mi w pamięci wówczas kapitan, a dziś pułkownik Stanisław Gizińskiego. Lekcje z nim dawały mi dużo satysfakcji. Lubiłem także lekcje matematyki i fizyki, które prowadziła "nasza pani profesor" także ... na lekcjach wychowawczych

Edukacja po raz drugi

Zacząłem studiować.
Najpierw chciałem pójść na geografię - to był kierunek związany z ówczesną moją pracą. Ale instynkt podpowiedział mi coś innego.

Zdałem egzamin na Wydział Rolny Akademii Rolniczej w Poznaniu. Skończyłem te studia z tytułem inżynierskim, ale ponieważ już wówczas zacząłem poważnie myśleć o powrocie do rolnictwa, postanowiłem kontynuować naukę na zootechnice.

Ten kierunek ukończyłem już w latach 8o-tych stopniem magistra inżyniera zootechnika.

Po szkole złożyłem dokumenty na Politechnikę Poznańską, na Wydział Maszyn Roboczych i Pojazdów. Niestety nie dostałem się, czego jednak dziś nie żałuję. Bo co ja bym po tej Politechnice robił?

Poszedłem więc na 2 lata do wojska. Służyłem w jednostce lotniczej w Mirosławcu, koło Wałcza. Bardzo chciałem zostać pilotem, złożyłem papiery do Wyższej Szkoły Pilotażu, ale odpadłem na badaniach zdrowotnych.

Siedziałem więc przez trzy lata na stacji meteorologicznej i zazdrościłem tym, którzy mogli sobie do woli latać. Wtedy postanowiłem, że kiedyś zdobędę licencję i kupię sobie własny samolot.

Mimo tych rozczarowań, nie był to dla mnie czas zmarnowany. Dużo się w wojsku nauczyłem, miałem kontakt ze świetnymi fachowcami, którzy byli oddani swojej pracy.

Tam także realizowałem swe pasje społeczne. Byłem przewodniczącym Koła Młodzieży Wojskowej. Tu również wstąpiłem do PZPR.

Po powrocie z wojska zostałem kierownikiem Powiatowego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Margoninie, a po 2 latach dyrektorem Powiatowego Ośrodka w Chodzieży. Tak rozpoczęła się moja kariera zawodowa.

Angażowałem się, radziłem sobie z organizacją pracy, umiałem dogadywać się z ludźmi i kierować nimi. W tych czasach, gdy wszystkiego brakowało, umiałem wydobyć potrzebna surowce czy materiały nawet z pod ziemi. Taką też miałem opinię i dlatego szybko awansowałem.

Z tamtych "chodzieskich lat" dobrze wspominam ówczesnego sekretarza Komitetu Powiatowego PZPR Konrada Purgiela. Dziś tamte czasy i ludzi związanych z PZPR potępia się w czambuł. Według mnie towarzysz Purgiel to była wyjątkowa postać. Jako młody człowiek dużo się od niego nauczyłem.

Po reorganizacji w 1975 roku i powstaniu "małych województw" szybko awansowałem do Piły wówczas stolicy takiego właśnie województwa. Zostałem dyrektorem Oddziału Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Turystycznego "Noteć", a następnie dyrektorem Wojewódzkiego Ośrodka Sportu i Rekreacji.

Pierwszym wojewodą pilskim był Andrzej Śliwiński człowiek o wyjątkowej charyzmie i twórczej pasji. Chciał z Piły zrobić prawdziwą stolicę regionu i powiodło mu się.

Dziś każdy pilanin powie, że to był najlepszy okres w historii Piły ostatnich dziesięcioleci. W konkursie na najwybitniejszego pilanina XX wieku zorganizowanym przez Tygodnik Nowy Andrzej Śliwiński wygrał bezapelacyjnie. Z prawdziwym wzruszeniem wręczałem mu dyplom i nagrodę główną tego konkursu. Pod kierownictwem Pierwszego Wojewody budowałem słynne pilskie zajazdy w pewnym sensie symbol tamtych czasów.

Rok 1980 przebiegał w Pile dość spokojnie.
"Solidarność" była tu słaba, ludzie pracowali, a nie strajkowali, jak w innych regionach. Natomiast burza wybuchła na szczytach wojewódzkiej władzy. Najpierw "poleciał" ówczesny pierwszy sekretarz, a potem zaczęto dobierać się do skóry wojewodzie Śliwińskiemu i jego ludziom.

Pod koniec tego roku cała nasza ekipa została poproszona przed Komisję Kontroli Partyjnej. Postawiono zarzut, że firma została przeinwestowana, że za dużo kupiłem autobusów, że... i tym podobne bzdury. Chciałem to wytłumaczyć, ale jeden z towarzyszy mi przerwał - Wy tak towarzyszu ładnie tłumaczycie, ale to jest zupełnie inaczej.

Powiedziałem, że każdy członek partii ma prawo do złożenia wyjaśnień. Ale nie pozwolono mi mówić.

Przestałem być członkiem partii i oczywiście dyrektorem "Noteci". Na kilka miesięcy "zahaczyłem się" więc w Centrali Nasiennej, ale już wtedy wiedziałem, że nie ma dla mnie odpowiedniego miejsca i kończy mój czas "na państwowym."

Zacząłem szukać czegoś innego. Po roku rozpocząłem działalność gospodarczą na własną rękę.

Rozpocząłem działalność gospodarczą na własną rękę, uruchamiając zakład utylizacyjny.Była taka sytuacja, że skoro studiowałem na Akademii Rolniczej w Poznaniu, to chciałem swoją wiedzę wykorzystać w praktyce.

Wyczytałem w prasie, że ma być wybudowanych 7 zakładów utylizacyjnych, których wykonawcami mają być Holendrzy. Szukano również lokalizacji w woj. pilskim, ale ostatecznie wypadł on z planów. W związku z tym zacząłem się tym interesować.

Wówczas rozpocząłem działalność na teścia, bo byłem ciągle ścigany i poniewierany i nie wolno mi było tego robić. Później, gdy wszystko już sie uspokoiło, teść przepisał zakład na mnie w sierpniu 1985 r.

Najpierw był zakład utylizacyjny, później mieszalnia pasz, następnie Zakłady Mięsne, kolejne fermy.

Dlatego poszedłem w tą stronę, ponieważ nie było zbytu. Były okresy gdy pewnych rzeczy nie można było sprzedać, albo sprzedawało się to po bardzo niskich cenach narzuconych przez państwo.

Aby się w jakiś sposób wyzwolić z tego wszystkiego, stworzyliśmy cykl zamknięty. Bywało również że wszystko trzeba było robić we własnym zakresie, bo prywatnemu przedsiębiorcy nie za bardzo szli na rękę.

Były wytyczne partii, żeby prywatnym nie pomagać. Bano się. A jak już coś robiono, to ukradkiem. Muszę jednak powiedzieć, że spotkałem się z wielką przychylnością ludzi, gdy zostałem wyrzucony z partii i zwolniony ze stanowiska.

Zakład rozwijał się sukcesywnie każdego roku. Na to jednak potrzebne były środki finansowe. ja nie chciałem brać żadnych kredytów, tylko korzystać z tego, co sam zarobiłem.

Tam każda zarobiona złotówka była w odpowiedni sposób zainwestowana. Wówczas dla prywatnych przedsiębiorców wszystko było limitowane, na przydziały, nie było środków transportowych...

Była taka sytuacja, że w Zacharzynie wymieniano suszarnie na nowe. Chciałem część tych starych urządzeń kupić. Przewiozłem je tutaj do Śmiłowa. Dowiedział się o tym kierownik wydziału KW PZPR, Tadeusz Koziołek; urządzenia te zostały zabrane, pocięte i złomowane.

Na samym początku pracowało u mnie ok. 15 ludzi.

Potem stopniowo liczba ich rosła. Była co prawda ustawa mówiąca, że można było zatrudniać do 50 pracowników, ale na jedną zmianę; zrobiłem więc 3 zmiany, więc było ich już 150.

Na dzień dzisiejszy gospodaruję na 18 000 ha użytków rolnych.

Galeria zdjęciowaŁączny przychód wszystkich tych podmiotów gospodarczych wyniósł w ubiegłym roku ponad 1 mld zł, a zatrudnienie ok. 6000 osób.


Filmy

  •   28 styczeń 2011
  •   10350
  •   28 styczeń 2011
  •   9672
  •   28 styczeń 2011
  •   10028
  •   28 styczeń 2011
  •   10117
  •   28 styczeń 2011
  •   10246
  •   26 styczeń 2011
  •   9652
  •   26 styczeń 2011
  •   10519
  •   24 styczeń 2011
  •   10172
  •   14 kwiecień 2010
  •   13156
  •   23 marzec 2010
  •   12990

Henryk Stokłosa

Filmowy wizerunek jedno z najpopularniejszych osobistości świata biznesu w Polsce. Henryk...
  •   24 luty 2010
  •   16988

Dane kontaktowe

Biuro Henryka Stokłosy

Śmiłowo, ul. Pilska 48
64-810 Kaczory

  henryk.stoklosa@farmutil.pl

  tel. 67 281 41 40

  kom. 667 984 000

  fax 67 281 41 44


 

Rzecznik Prasowy

Marek Barabasz

  rzecznik@farmutil.pl

  kom. 667 984 040